Internetowy Program Zmiany Osobistej
eTutor.pl








piątek, 26 lutego 2010

Nintendo zmieni swoje konsole w czytniki e-book'ów

Nintendo zwiększyło funkcjonalność swojej przenośnej konsoli DSi XL wyposażając ją w możliwość czytania e-booków, które można pobrać z serwerów firmy za pośrednictwem WII Channels. Producent zapewnia, że czytanie elektronicznych książek na urządzeniu ma być komfortowe dzięki powiększonemu 4.2-calowemu wyświetlaczowi zamontowanemu w konsoli. Dodatek będzie dostępny od 14 czerwca i od tego terminu będzie można wykupić wspomnianą funkcję za kwotę 20 dolarów. W tej cenie będzie możliwe uzyskanie dostępu do zasobów, które w momencie premiery będą obejmować 100 książek, główne pozycji klasycznych, takich jak “Trzej muszkieterowie”.

Nintendo planuje rozwijać wspomnianą funkcję w przyszłości o kolejne pozycje. Najbliższa tego typu akcja ma się odbyć już w tegoroczne wakacje.
źródło: twojepc.pl


******
Polecamy również:

Wydawcy, bibliotekarze, e-booki… – Spotkanie w Bibliotece Narodowej

19 marca, w Bibliotece Narodowej, w sali nr 200 o godz. 13 odbędzie się spotkanie organizowane przez Polską Izbę Książki. Jego gośćmi i jednocześnie prelegentami będą:

Olav Stokkmo - dyrektor generalny IFFRO,
Denis Zwirn z francuskiego Numilogu
oraz Piero Attanasio z włoskiej AIE (stowarzyszenia wydawców).

Tematem spotkania i dyskusji będzie współpraca pomiędzy bibliotekami narodowymi a wydawcami w Europie (Norwegia, Francja, Włochy), Europeana a problem digitalizacji dzieł XX i XXI wieku, problem tzw. dzieł osieroconych w tym kontekście (Piero Attanasio jest odpowiedzialny za europejski projekt ARROW), sprzedaż e-booków przez wydawców przy współpracy stowarzyszeń wydawców, problem i potrzeba katalogów składowych książki – czyli najważniejsze problemy, przed jakimi staje polski rynek, a z którymi to problemami Europa już jakoś sobie radzi.

W ramach spotkania przewidywane są trzy wystąpienia prelegentów po ok. 45 minut, a także dyskusja i ewentualne pytania z sali.


źródło: rynek-ksiazki.pl


******
Polecamy również:

czwartek, 25 lutego 2010

Czytnik eClicto już dostępny w sprzedaży ratalnej

Już za niecałe 37 złotych miesięcznie można mieć czytnik eClicto, który od czwartku (25 lutego 2010 roku) jest dostępny w systemie ratalnym w internetowej Księgarni eClicto.
- To nasza propozycja dla osób, które osiągają niezbyt wysokie dochody, a chcą kupować elektroniczne książki - mówi Maciej Topolski, rzecznik prasowy Grupy Kolporter. - Z sygnałów, jakie płynęły do nas z forów internetowych wynika, że dla wielu potencjalnych nabywców eClicto jednorazowe wydanie kilkuset złotych na jego zakup stanowiło poważną barierę. Teraz mogą kupić urządzenie za równowartość jednej papierowej książki miesięcznie - dodaje.
Realizacją płatności zajmuje się firma Żagiel. Przy wyborze minimalnej liczby 10 rat jedna wynosi 103, 49 zł. Szczegółowe informacje na temat systemu ratalnego można uzyskać w Księgarni eClicto. Kalkulator pomagający nabywcy wybrać optymalną z jego punktu widzenia liczbę rat można znaleźć na podstronie czytnika eClicto.

źródło: media2.pl

Informacje o systemie ratalnym można również uzyskać na infolinii Żagla, pod numerami telefonów: 801 801 855 i 081 469 03 61.

******
Polecamy również:

Czytniki e-booków Samsung E6, E101 i E61 z bliska (video)

Udało nam się spędzić chwilę z nowymi czytnikami e-booków od Samsunga podczas CES 2010, ale nie udało nam się przygotować materiału wideo. Uczyniła to ekipa Notebook Italia - filmik prezentujący E6, E101 i E61 znajdziecie poniżej. Nie ulega wątpliwości, że Samsung idzie własną ścieżką, jeśli chodzi o czytniki. Urządzenia znacząco różnią się od tego, co oferuje konkurencja. Zapraszamy.






źródło: engadget.pl

******
Polecamy również:

RapidShare zmuszone do proaktywnego usuwania pirackich kopii książek

Sześciu dużych wydawców książek pozwało witrynę RapidShare. Niemiecki sąd uznał zasadność pozwu i zmusił serwis do skasowania naruszających prawo autorskie treści oraz wprowadzenia mechanizmu monitorującego wgrywane pliki.

Wśród powodów znalazły się takie spółki jak Bedford, Freeman & Worth and Macmillan, Cengage Learning, Elsevier, McGraw-Hill i Pearson. Pozew dotyczył 148 ich publikacji, które można było pobrać z RapidShare.

10 lutego br. sąd w Hamburgu nakazał usunięcie cyfrowych wersji książek w ciągu tygodnia. Jednocześnie nałożył na serwis obowiązek monitorowania udostępnianych treści, co ma uniemożliwić ponowną publikację objętych pozwem tytułów.

Jeśli choć jedna z książek pojawi się kiedyś w RapidShare, spółka zapłaci do 250 tysięcy euro kary, a jej szefowie trafią do więzienia nawet na dwa lata. Zrzeszające powodów Amerykańskie Stowarzyszenie Wydawców jest oczywiście zadowolone z wyroku.

Problem polega na tym, że stuprocentowo skuteczne mechanizmy filtrujące w praktyce nie istnieją. RapidShare może zostać ukarane nawet wtedy, gdy będzie za wszelką cenę starało się blokować publikacje książek i chronić interesy autorów.

W czerwcu 2009 niemiecki sąd nakazał serwisowi usunąć na wniosek organizacji GEMA 5 tysięcy piosenek wycenionych na 24 miliony euro. Wcześniej, na początku 2008 roku, oficjalnie uznano, że RapidShare odpowiada za działania swoich użytkowników.

Jak widać, sytuacja tego serwisu hostingu plików staje się coraz trudniejsza – powszechnie wiadomo, że jedyne co przyciąga do niego użytkowników, to pirackie pliki, z drugiej strony serwis zabrnął w swoją praktykę tak daleko (jego nazwa stała się wręcz synonimem dla całej kategorii usług tego typu), że nie może się już z niej wycofać.
źródło: webhosting.pl


******
Polecamy również:

wtorek, 23 lutego 2010

Microsoft wspiera rynek książek elektronicznych

Ponad 65 tysięcy książek XIX-wiecznych twórców zostanie udostępnionych w elektronicznej postaci, do ściągnięcia za darmo, dzięki współpracy British Library i komputerowego potentata Microsoft.

Posiadacze czytnika Kindle, już od wiosny, będą mieli możliwość swobodnego pobierania dzieł Charles'a Dickens'a, Jane Austen i Thomas'a Hardy, jak również tysięcy mniej znanych autorów.

Dzięki dotacji Microsoft, którą dyrektor Brytyjskiej Biblioteki Narodowej określił jako "bardzo hojną", użytkownicy Kindle będą mieli okazję czytać oryginalne strony wiekowych książek w wersji cyfrowej. Jest to wyraźna odpowiedź na starania Google Books, która dąży do udostępniania książek w internecie za darmo. Microsoft i Amazon nie chcą pozwolić firmie z Krzemowej Doliny na zmonopolizowanie rynku książki cyfrowej.
- Uwolnienie klasycznych dzieł z półek ma znaczenie dla zrewolucjonizowania dostępu do największych światowych zasobów bibliotecznych - powiedział Lynne Brindley, dyrektor Biblioteki.
Najczęściej kupowane książki przez użytkowników Kindle są autorstwa współczesnych pisarzy, ponieważ te publikacje przynoszące największe profity wydawcom. Wiele organizacji nie może się zdecydować co do opłat za dzieła starsze, poza prawem autorskim. Brytyjska Biblioteka Narodowa udostępni wersje cyfrowe za darmo, a drukowane kopie udostępni do sprzedaży w serwisie Amazon. Kopie stylizowane na XIX-wieczne wydania, z charakterystycznymi okładkami i oryginalnymi ilustracjami, mają kosztować około 15-20 funtów, podczas gdy oryginalne wersje ponad 200.

Microsoft wespół z Biblioteką, która na mocy prawa posiada przynajmniej jeden egzemplarz każdej wydanej w kraju książki, przez ostatnie trzy lata skanowali dzieła. Projekt rozpoczęto od książek ponad stuletnich, ponieważ książki te nie są objęte prawami autorskimi, więc mogą być oferowane za darmo. Prawo autorskie wygasa 70 lat po śmierci autora.

W sumie, 35-40% drukowanych książek sprzed 1900 r. są niedostępne w innych bibliotekach publicznych i trudne do znalezienia w antykwariatach lub księgarniach internetowych. Biblioteka ma nadzieję rozszerzyć program cyfryzacji poprzez skanowanie książek z początku XX. wieku o ile pozwoli im na to prawo autorskie.

źródło: di.com.pl

******
Polecamy również:

Microsoft i Amazon podpisały umowę – Open Source w Kindle

Zaskakująca wiadomość dla organizacji promujących wolne oprogramowanie. Firmy Microsoft i Amazon.com podpisały właśnie umowę, na mocy której producent Kindle może korzystać w swoich e-czytnikach z wolnego oprogramowania i serwerów z zainstalowanym systemem Linux.

Microsoft twierdzi, że wolne oprogramowanie narusza w sumie 235 patentów, których jest właścicielem. A skoro patenty należą do niego, ma prawo odsprzedawać je trzecim firmom – np. Amazonowi. Natomiast w oczach społeczności Linuksa producent Kindle’a kupuje coś co jest… dostępne za darmo. W zamian za udostępnienie patentu Amazonowi, Microsoft uzyska prawo dostępu do patentów należących do internetowego sklepu. Co więcej, Amazon będzie musiał płacić firmie z Redmond za udostępniony patent. Kwota, jaką uzyska Microsoft nie została ujawniona.

Informacja na temat umowy między dwiema firmami wzbudziła niepokój w Linux Foundation, organizacji zajmującej się m.in. prawną stroną wolnego oprogramowania. Zdaniem Jima Zemlina, jednego z dyrektorów fundacji, Microsoft wzbudza niepotrzebne nieporozumienia wokół Linuksa. Zemlin stwierdził ponadto, że nie bardzo rozumie dlaczego firma Steve’a Ballmera zdecydowała się na takie posunięcie.
Jeśli ich strategią nie jest tworzenie niejasności wokół Linuksa, to ciężko powiedzieć, o co im chodzi – powiedział w rozmowie dla „The Wall Street Journal”.
Przedstawiciele Microsoftu i Amazona odmówili komentarza.

źródło: dobreprogramy.pl


******
Polecamy również:

Książki via iBookstore z FairPlay DRM

To nieoficjalna informacja, ale to że książki będą jakoś zabezpieczone nie ulega wątpliwości, jak również to, że Apple będzie chciało sprawować kontrolę nad dostępnym w ramach oferowanej usługi. Nie wiadomo czy zabezpieczenia będą dotyczyły wszystkich pozycji, są wydawcy czy autorzy którzy po prostu nie życzą sobie tego typu ograniczeń. Tak czy inaczej FairPlay DRM ma uniemożliwić kopiowanie książek, przenoszenie ich na inne platformy sprzętowe – daną pozycję da się przeczytać tylko na sprzęcie z logo jabłka.

Nie jest do końca jasne, jaki format zabezpieczonych eBooków wybierze Apple. W grę wchodzi między innymi format ePub, który jest obecnie propagowany przez Sony oraz Barnes & Noble w swoich czytnikach na terenie Stanów Zjednoczonych.


I tak oto historia zatacza koło – kiedyś próbowano tego samego z muzyką, z wiadomym skutkiem. Swoją drogą zestawienie FairPlay oraz DRM to niezły oksymoron.
źródło: frazpc.pl

******

Polecamy również:

Mustek MER-6T – kolejny czytnik eKsiążek

Mustek MER-6T niebawem pojawi się na rynku. Ten czytnik eBooków wyposażono w 6 calowy ekran o rozdzielczości 800 x 600 pikseli. Warte podkreślenia jest zastosowanie czarno-białego wyświetlacza. Sprzęt obsługuje wszystkie najważniejsze formaty, w tym:

PDF (bez i z DRM),
ePub (bez i z DRM),
TXT,
RTF,
FB2,
PRC/MOBI
HTML.

Czytnik otrzymał 2GB wewnętrznej pamięci, co umożliwia przechowywanie do 1600 książek. Możliwe jest także skorzystanie z pamięci przenośnej – portów USB oraz slotu dla kart SD.

Niewykluczone, że premiera iPada będzie miała pozytywny wpływ na cenę tego typu urządzeń. Już teraz mówi się o tym, że nastąpi spadek ceny czytników, co niewątpliwie może przyczynić się do popularyzacji tego typu sprzętu. W przypadku opisywanego Musteka cena pozostaje nieznana.

źródło: frazpc.pl


******
Polecamy również:

poniedziałek, 22 lutego 2010

Google: Filtr treści z myślą o Google Books?

Patent na technologię, która zmienia prezentowany dokument w zależności od geograficznego położenia użytkownika uzyskała firma Google. Co istotne, ta technologia nie jest gigantowi potrzebna, aby spełniać standardy krajów cenzurujących internet. Chodzi raczej o dostosowanie się do prawa autorskiego.

Wspomniany patent (7,664,751) firma Google uzyskała 16 lutego. Początkowo czytając go można się bardzo zdziwić. Firma znana z promowania neutralnego internetu proponuje “zmienny interfejs użytkownika bazujący na uprawnieniach dostępu”. Mówiąc bardziej szczegółowo chodzi o system, w którym treści prezentowane użytkownikowi są uzależnione od informacji o jego położeniu geograficznym oraz na prawach dostępu ustalonych dla dokumentu.

“Filtrowanie internetu” to pierwsze słowo jakie przychodzi na myśl gdy czytamy tekst patentu. W opisie wynalazku zwrócono jednak uwagę na to, że system może służyć do ochrony praw autorskich. Poniżej cytat:
Przykładowo dostawca treści może dostarczać pewne książki, które stanowią domenę publiczną i inne dokumenty, do których dostawca treści nie ma pełnych praw. Stosownie do tego fragmenty książki, które dostawca treści decyduje się dostarczać do użytkownika, mogą się różnić.

Staje się jasne dlaczego firmie Google zależy na takiej technologii. Projekt Google Books, w ramach którego firma chce skanować i udostępniać książki, ma problemy głównie z prawem autorskim. Książka będąca domeną publiczną w jednym kraju może być wciąż chroniona prawem autorskim w innym. Odpowiedni filtr treści mógłby zapobiec naruszeniom praw autorskich w przypadku międzynarodowego serwisu.

Być może taki patent pomoże firmie Google w przekonaniu wydawców do Google Books, a w chwili obecnej przyszłość projektu nie jest pewna. Sąd wciąż nie wydał postanowienia w sprawie umowy z amerykańskimi wydawcami książek, która mogłaby uregulować choć w części kwestię korzystania z dzieł chronionych.

Google Books jest krytykowany w Europie (we Francji i Niemczech) oraz w Chinach. Z drugiej strony da się zauważyć, że Komisja Europejska jest pełna podziwu dla Google. Amerykańska firma jest o krok od stworzenia potężnego zbioru zeskanowanych książek, za co europejskie instytucje zabrały się dość późno.

W Europie rozważa się w chwili obecnej modyfikację praw autorskich w taki sposób, aby łatwiejsze było przenoszenie książek z bibliotek do sieci. Dotyczy to przede wszystkim dzieł “osieroconych”, tzn. utworów, których właściciel nie może zostać zidentyfikowany lub zlokalizowany. British Library szacuje, że 40% jej kolekcji chronionej prawami autorskimi to utwory “osierocone”.

Filtr według pomysłu Google może pozwolić na to, aby pewne dzieła zostały zeskanowane i były dostępne chociaż dla części internautów. Nie zmienia to faktu, że sam patent może budzić wątpliwości. Co się stanie, jeśli inna amerykańska firma będzie chciała skanować książki i udostępniać je użytkownikom w wybranych krajach? Czy patent w rękach Google będzie przeszkodą dla konkurencji?

źródło: di.com.pl

******
Polecamy również:

Nexto.pl rusza do społeczności

Wiodący na rynku sprzedaży publikacji w wersji elektronicznej sklep Nexto.pl podpisał zaplanowaną na rok umowę o współpracy z serwisem społecznościowym nakanapie.pl, skupionym wokół aktywności związanych z czytaniem i kupowaniem książek.

W pierwszym zakrojonym na taką skalę projekcie współpracy firm związanych z rynkiem wydawniczym wybrane opinie i recenzje z serwisu nakanapie.pl – zawierającego liczącą blisko 350 tys. pozycji bazę książek i skupiającego jedną z największych społeczności miłośników książek – trafią do klientów sklepu Nexto.pl.
Bardzo cieszy nas ta współpraca – mówi Marek Kasperski, współwłaściciel
nakanapie.pl. Oferta e-booków i audiobooków Nexto.pl to duża wartość dla
użytkowników naszego serwisu.
Dodatkowo dla klientów Nexto.pl i użytkowników nakanapie.pl przewidziano szereg promocji oraz konkursów prowadzonych zarówno w ramach współpracujących serwisów jak i na portalach społecznościowych takich jak Facebook.
Chcemy, aby Nexto.pl było nie tylko sklepem, w którym klienci dokonują zakupów, ale także miejscem wymiany porad, informacji i otrzymania rzetelnych opinii o produktach. Współpraca z nakapanie.pl jest pierwszym etapem szerszej promocji Nexto.pl w serwisach społecznościowych – mówi Bartłomiej Roszkowski, prezes zarządu NetPress Digital, spółki prowadzącej serwis Nexto.pl.
Subiektywne opinie na temat produktów i usług oraz ich recenzje są jednymi z najczęściej poszukiwanych w Internecie informacji. Według raportu E-commerce w Polsce firmy Gemius S.A., 85 proc. badanych internautów kupujących w sieci odpowiedziało, że Internet jest dla nich głównym źródłem wiedzy o produktach i usługach.

Co więcej, prawie 3/4 badanych zadeklarowało wcześniejsze zapoznawanie się z opiniami o markach i produktach przed podjęciem ostatecznej decyzji, czy kupić dany produkt. Rekomendacjami innych kierują się szczególnie osoby zainteresowane kulturą – książkami, filmem, prasą czy teatrem.

O Nakanapie.pl

Nakanapie.pl to jedna z największych w Polsce społeczności miłośników książek, skupiona wokół aktywności związanych z ich czytaniem i zakupem. To także największa w Polsce baza książek (licząca blisko 350 tys. pozycji), umożliwiająca użytkownikom tworzenie swoich prywatnych kolekcji oraz ocenianie i komentowanie tytułów.


******
Polecamy również:

niedziela, 21 lutego 2010

eClicto. Czas na e-papier? Test nowego czytnika e-booków.

Podczas gdy Steve Jobs prezentuje nowe dziecko firmy Apple, mobilną hybrydę komórki i laptopa (duży, dotykowy ekran i bogate funkcje internetowe) zwaną iPadem, zaś amerykański medioznawca Norman Pearlstine prognozuje, że w ciągu najbliższych 20 lat większość papierowych gazet w USA w ogóle przestanie się ukazywać, w Polsce wciąż pozostajemy wierni bardziej tradycyjnym, niekiedy przestarzałym rozwiązaniom.

Czy to przywiązanie czy odbijający się echem negatywny wpływ sytuacji polityczno-gospodarczej sprzed paru dekad - trudno jednoznacznie ocenić. Nawet polscy internauci nie są jeszcze w pełni przekonani do elektronicznych publikacji.

Być może pomoże zmienić to czytnik e-booków eClicto z oferty doskonale znanej firmy Kolporter, która dopiero zaczyna prężnie działać na rynku elektronicznych publikacji. Urządzenie wykorzystuje technologię e-papieru, a więc eliminuje jedną z najważniejszych wad czytania z ekranu. Wszyscy dobrze wiemy, jak niewygodne i uciążliwe dla oczu potrafi być dłuższe czytanie z komputerowego monitora czy laptopa. Przeczytanie testu sprzętu takiego jak ten, recenzji czy krótkiej wiadomości, jest jeszcze znośne, ale spróbujcie tak przebrnąć przez 300 stron ulubionej powieści czy garbić się przed komputerem czytając szkolną lekturę. Albo lepiej nie; problemy ze wzrokiem, ból pleców i głowy murowany.

Czytnik eClicto nie świeci światłem własnym, a więc nie męczy wzroku, odblaski światła na jego powierzchni są zaś minimalne, więc nawet z bardzo bliska sprawia wrażenie, jakbyśmy faktycznie patrzyli na stronę książki wydrukowaną na papierze o lekkim zabarwieniu pergaminu. Kontrast nie jest wysoki (litery nie za ciemne, a tło nie za jasne), co dodatkowo dobrze wpływa na wygodę czytania. Choć bateria ma pojemność tylko 1000 mAh, w zupełności wystarcza na kilka dni użytkowania (zużywana jest tylko przy "przewracaniu", doczytywaniu stron, nie do "utrzymywania" na ekranie aktualnie wyświetlanej treści), a przy tym należy do najtańszych na rynku. Że też tego nie mieli w ofercie, gdy byłem w liceum czy na studiach... Nadrobię teraz.

Czytnik ma 188 mm wysokości, i 118 mm szerokości, a ekran jest niewiele mniejszy i z powodzeniem pozwala na wygodne czytanie książek, przy jednoczesnym zachowaniu niewielkich wymiarów urządzenia. Jego grubość to tylko 8,5 mm, a więc naprawdę mało, mniej niż przeciętny telefon komórkowy. Znajduje to odbicie w niewielkiej wadze (174 gramy z baterią) czytnika i doskonale wpływa na ergonomię użytkowania. Ekran ma wymiary 122 na 91 mm, przekątną 6 cali i rozdzielczość 600x800 pikseli. Wykorzystuje on Vizplex - technologię nowej generacji firmy E Ink®.

Ekran w eClicto nie jest dotykowy, a jego charakterystyka sprawia, iż ważne jest, by chronić go przed uszkodzeniem przez nacisk czy uderzenie. Szkoda, że producent nie dołącza do eClicto żadnego sztywnego etui, mogącego ładnie imitować okładkę książki. Było by to miłym akcentem. Podobnie jak dodanie smyczki na rękę, dla której jest uchwyt w lewym dolnym rogu, ale jej samej w komplecie nie znajdziemy. Etui można dokupić oddzielnie.

Poza tymi drobnymi szczegółami, eClicto prezentuje się profesjonalnie i elegancko. Obudowa pokryta jest specjalnym tworzywem, którego matowa powierzchnia zapobiega wyślizgnięciu się urządzenia z dłoni. Trudno też zostawić na nim rzucające się w oczy odciski palców, co jest niezwykle ważne pod względem estetycznym, w przypadku urządzenia mającego ciągły kontakt z dłońmi użytkownika. Obsługa jest prosta i intuicyjna. Nawet przy wyłączonym eClicto, wyświetlana jest "kartka" pokazująca tekst "Naciśnij przycisk, aby włączyć czytnik" oraz strzałka skierowana ku górze. Poniżej przycisku znajduje się dioda sygnalizująca tryb pracy czytnika (zielona = praca, czerwona = ładowanie przez USB lub dołączoną ładowarką sieciową). Całość prezentuje się niezwykle fachowo.

Do dalszej obsługi używamy nawigacyjnego kółeczka usytuowanego pod ekranem. Cztery kierunki oraz przycisk potwierdzający wybór. Przyciski działają bardzo cichutko, mają odpowiedni opór, a ich dźwięk nie ma nic wspólnego z głośnym klikiem myszy czy stuknieciem w klawiaturę. W ogóle cała konstrukcja czytnika jest bardzo zwarta; nic się nie trzęsie, nie lata, nie telepie, jakbyśmy trzymali w dłoni notesik, a nie elektroniczne urządzenie. Na prawej ściance znajdziemy dwa dodatkowe guziczki pozwalające kontrolować powiększenie strony/czcionki. Po lewej zaś widoczne są symbole przypisane kolejnym czterem przyciskom, z których dwa najważniejsze to Wstecz oraz Opcje.

Prócz możliwości wygodnego czytania elektronicznych publikacji w wielu formatach (co za chwilę omówimy szerzej), eClicto daje możliwość przeglądania zdjęć (funkcja raczej poglądowa, wyświetlacz oferuje bowiem tylko 4 odcienie szarości), ale i odsłuchu muzyki w formacie MP3. Załączona do kompletu była przejściówka micro-jack, aby móc podłączyć swoje słuchawki do czytnika, który jest wyposażony właśnie w to złącze. Muzyki można słuchać oczywiście podczas czytania. Jakość dźwięku jest raczej standardowa, ale w końcu odsłuch muzyki nie jest priorytetową funkcją, a jedynie miłym dodatkiem. Podobnie jak załączony w pamięci czytnika album "kubańskich mistrzów salsy", zespołu "Septeto Nacional". Do katalogu MP3 można wejść z poziomu menu głównego, a następnie wybrać utwór, bądź w dowolnym momencie (np. podczas czytania) nacisnąć przycisk z nutką (na lewej ściance), by szybko przywołać kontrolki odtwarzacza. Należy zaznaczyć, że czytnik nie ma żadnego głośniczka, ale byłby to raczej zbędny, zużywający energię dodatek.

Ponieważ pliki MP3 zajmują wcale niemało miejsca, a czytnik posiada jedynie 200MB wbudowanej pamięci do wykorzystania, producent wyposażył go w złącze kart SD (do 4GB, co pomieści kilka, a nawet kilkanaście tysięcy przeciętnej wielkości e-booków), które są tanie i pojemne. Zapewni to niskim kosztem dużo miejsca na swoje utwory czy książki audio. Od początku w pamięci urządzenia mamy już 100 darmowych e-booków w formacie EPUB, wśród których znajdziemy całkiem interesujący wybór lektur na dobrych kilka miesięcy czytania. Znalazły się tu perełki polskiej klasyki (Mickiewicz, Sienkiewicz, Słowacki, Żeromski i inni, proza i poezja), ale i światowa klasyka w języku polskim (baśnie Andersena, dramaty Szekspira czy tragedie Sofoklesa), a także literatura w języku angielskim (od Dickensa po Twaina). Jest też specjalny folder z e-bookami z księgarni eClicto, a wśród nich kilka naprawdę interesujących pozycji, w większości polskich autorów.

W końcu zechcemy jednak przeczytać coś wybranego przez siebie, więc będziemy musieli postarać się o nowe książki. Jest na to kilka sposobów, w zależności od preferowanego formatu. Czytnik eClicto obsługuje ich pięć: PDF, EPUB, ECL, TXT oraz HTML. Z formatem EPUB radzi sobie oczywiście śpiewająco. Przechodzenie do kolejnej strony ma minimalne opóźnienia (około 2 sekund), które po paru minutach czytania uczymy się automatycznie pomijać, naciskając przycisk właśnie na moment przed zakończeniem czytania strony. Doskonale działa łamanie tekstu, przenoszenie wyrazów do następnej linii przy różnych stopniach powiększenia czcionki, wyświetlanie grafik, itd.

Nieco gorzej ma się sprawa z plikami PDF, gdzie mamy do czynienia z nieco innym formatem zapisu, więc nie da się zwiększać lub zmniejszać czcionki przy zachowaniu dopasowania do rozmiaru ekranu (łamania linii, itp), a tekst po prostu powiększamy jak obrazek (ale bez utraty jakości). Po odpowiednim ustawieniu (każdego e-booka można oglądać w zakresie 60-160% wielkości, a obraz ustawiać w pionie lub w poziomie) można jednak takiego PDF-a do ekranu dopasować, a wtedy czytanie staje się wygodniejsze, chociaż doczytywanie kolejnych stron trwa troszkę dłużej niż w przypadku EPUB (4-5 sekund).

Za to podobnie do EPUB "zachowują się" pliki HTML: dobre dopasowanie do ekranu, łatwa zmiana rozmiaru czcionki i łamanie linii we właściwych miejscach. Problemy mogą pojawić się jednakże przy bardzo dużych plikach. Parę razy "udało mi się" nawet "zawiesić" urządzenie (zielona lampka migała, a czytnik przestał reagować) przy eksperymentowaniu z plikami HTML o rozmiarze kilku megabajtów. Mogą też wystąpić problemy z kodowaniem polskich znaków (ale to kwestia wyboru odpowiednich opcji przy tworzeniu pliku, a także "kaprysów" Worda, nie wina czytnika), które mogą być niekiedy pomijane. Jeśli chodzi o pliki TXT, są na ogół przez czytnik dobrze interpretowane, ale jednak zdarzają mu się "potknięcia": jak na przykład brakujące litery po polskich znakach.

Niezwykle ważne, że istnieje możliwość aktualizacji oprogramowania czytnika eClicto, co będzie proste i zautomatyzowane, jest opisane w instrukcji, a użytkownik będzie powiadamiany o nowych wersjach przez program Manager eClicto, o którym za chwilę. Niewykluczone więc, że już wkrótce pojawią się nowe wersje firmware'u, które całkowicie wyeliminują nawet najdrobniejsze błędy. Już w chwili obecnej jest ich przecież bardzo niewiele.

Instalacja czytnika w systemie Windows XP nie sprawiła żadnych problemów. Został wykryty jako masowe urządzenia magazynujące USB, a więc dysk przenośny. Zawarte w jego pamięci oprogramowanie (Manager eClicto) może uruchomić się automatycznie, a jeśli ktoś ma zablokowaną w komputerze funkcję autorun (jak ja), bez problemu zainstaluje je jak każdy inny program. W pudełku znajdziemy również szczegółową instrukcję, która nawet komputerowym laikom dokładnie podpowie, co mają po kolei robić.

Po zarejestrowaniu się w eClicto i zalogowaniu się, należy następnie przypisać do konta dany komputer lub czytnik (zapobiega to nielegalnemu kopiowaniu prawnie chronionych publikacji książkowych) i bez problemu można już nabywać po całkiem dobrych cenach e-booki, które znajdą się na naszym dysku zaraz po dokonaniu elektronicznej płatności. Manager eClicto ma kilka dodatkowych funkcji (przeglądanie e-booków, tworzenie notatek czy wyszukiwanie wyrazów), ale zasadniczo służy przede wszystkim do zakupu, pobierania i transferu plików na czytnik.

Oczywiście nie wszystkie e-booki w formacie EPUB muszą być płatne (choć ceny i tak nie są wygórowane: od kilku do kilkudziesięciu złotych za najdroższe, najczęściej te fachowe pozycje). Legalnie w internecie dostępna jest jednak biblioteka ponad 30 000 (trzydziestu tysięcy!) książek w różnych językach, udostępnianych w ramach Projektu Gutenberg. Znakomita większość z nich (ponad 26 000) to niestety książki w języku angielskim, jednak dla wielu osób nie będzie to stanowić problemu. Oczywiście nic nie stoi na przeszkodzie, aby posiadane przez siebie dokumenty i e-booki w formacie DOC, RTF i innych konwertować na HTML czy PDF (po prostu wybierając w edytorze z menu Plik > Zapisz jako... HTML) i bezproblemowo z nich korzystać na czytniku eClicto. Istnieją również programy pozwalające na zapisanie swoich dokumentów właśnie w przyjaznym czytnikom, otwartym formacie EPUB.

Czytnik e-booków eClicto to produkt udany. Idealnie nada się na elegancki prezent, jednocześnie stylowy, nowoczesny, ekologiczny i zwyczajnie bardzo przydatny. Cała biblioteka gotowych do czytania setek, a nawet tysięcy książek, a zajmująca mniej miejsca niż 60-kartkowy zeszyt w formacie A5, jest nie do przecenienia. Ze swoją unikalną technologią e-papieru i umiarkowaną ceną (mniej niż 900 złotych, a są przecież czytniki kosztujące ponad dwa razy tyle) czytnik eClicto jest interesującą propozycją. Wsparcie firmy Kolporter powinno zagwarantować mu solidne zaplecze, zarówno techniczne, jak i w zakresie dostarczania aktualnych e-książek, co także jest warte zaznaczenia.


Plusy:

+ rewelacyjna technologia e-papieru nie męcząca oczu

+ wygoda użytkowania i obsługi

+ zwarta, solidna konstrukcja

+ długa praca na jednym ładowaniu

+ odtwarzanie MP3 i zdjęć (czarno-białe)

+ przyjazna instalacja i Manager eClicto

+ wsparcie solidnej, polskiej firmy (przyszłe aktualizacje)

+ relatywnie niska cena

Minusy:

- brak paru dodatkowych akcesoriów

- dla niektórych cena wciąż zaporowa

- jeszcze nie do końca dopracowana obsługa formatów poza EPUB
źródło: onet.pl


******


Polecamy również:

:: Bezplatna aktualizacja dla czytnika eClicto
:: Wydawcy prasy chcą sprzedawać gazety na czytnikach
:: Polski czytnik e-booków eClicto wkrótce na raty (wywiad)

piątek, 19 lutego 2010

Złote Myśli – przychody wyższe o 29% w 2009

Przychód wyższy o 28% oraz 41% wzrost liczby sprzedanych publikacji odnotowało Wydawnictwo Złote Myśli w 2009 roku.

W ofercie Złotych Myśli znajduje się obecnie blisko 400 publikacji: e-booków, od 2005 roku także w wersji drukowanych, a od 2008 również książek audio w formacie mp3. W minionym roku wydawnictwo wprowadziło do sprzedaży 52 nowe tytuły. Sprzedało łącznie 108 000 publikacji, co przyniosło ponad 2,38 mln przychodu, przy 1,85 mln zł rok wcześniej. Średnia cena książki wydawnictwa wyniosła 22 zł i była o 2,40 zł niższa niż w roku poprzednim.

Na pytanie o przyczynę tej tendencji wzrostowej odpowiada Mateusz Chłodnicki, wiceprezes Wydawnictwa:

Po pierwsze, w tematyce naszych książek. Tematyka biznesowa, motywacyjna czy poświęcona zdobywaniu sukcesu cieszy się coraz większym powodzeniem, tym bardziej w okresie kryzysu. Po drugie, cały czas skupiamy się na tym, abydostarczać naszym czytelnikom to, czego potrzebują do własnego rozwoju. Z roku na rok wydajemy coraz lepsze merytorycznie książki i choć zaczynaliśmy od zera, jesteśmy już rozpoznawaną marką na rynku książek związanych z motywacją i psychologią sukcesu. Ponadto wykorzystujemy nowoczesne narzędzia przy promocji naszych książek, takie jak dynamicznie rozwijający się program partnerski, w którym nasi partnerzy zarobili już ponad 1,6 mln zł na promocji naszych publikacji”.

źródło: rynek-ksiazki.pl

******
Polecamy również:

Google tłumaczy się przed sądem ze skanowania

Sąd nie wydał postanowienia w sprawie umowy z amerykańskimi wydawcami książek, gdyż zbyt wiele kwestii pozostanie niewyjaśnionych. Jeśli Google ich nie rozwieje, raczej nie będzie mogła kontynuować swojego projektu.

Wczoraj odbyło się pierwsze przesłuchanie stron w sprawie porozumienia między Google a amerykańskimi wydawcami książek skupionymi w Authors Guild. Na jego podstawie firma miałaby stworzyć rejestr książek i ich autorów, gdzie poszczególni twórcy umieszczaliby swe dzieła. Na tej podstawie otrzymywaliby także wynagrodzenie od Google za ich publikację w sieci. Koszt - 125 milionów dolarów.

Nie wszyscy jednak uważają, że amerykańska firma powinna kontynuować swój projekt - Google Books. Swój sprzeciw wyraziły m.in. największy sklep internetowy Amazon oraz amerykański Departament Sprawiedliwości. W Europie inicjatywa Google także nie cieszy się dużą popularnością, zwłaszcza nad Sekwaną, gdzie realizowany jest lokalny projekt. Rządy w Berlinie i Paryżu oficjalnie wypowiedziały się przeciwko umowie.

Nowojorska sędzia Denny Chin już na samym początku posiedzenie oznajmiła, że nie wyda orzeczenia ze względu na złożoność materii. Jej, podobnie, jak i przeciwnikom umowy, nie podoba się, że w internecie znajdą się wszystkie zeskanowane dzieła, chyba że ich twórca zgłosi firmie, że sobie tego nie życzy. Prawo autorskie w Stanach Zjednoczonych wymaga, by zgoda była uzyskana przed upublicznieniem dzieła.

Poważny niepokój budzą także kwestie prywatności. Według jednej ze stron Google dysponuje oprogramowaniem, które umożliwia śledzenie, co jest w danym momencie czytane, a także rejestrowanie notatek czynionych przez czytelników. Daralyn Durie, reprezentująca firmę z Mountain View, przyznała, że faktycznie część prywatności zostanie utracona, gdy czytelnicy korzystać będą z usługi na komputerach osobistych - podaje agencja Reuters.

Ewentualne wejście w życie porozumienia mogłoby przyczynić się do znacznej poprawy dostępności książek, zwłaszcza tych mniej popularnych. Nie miałoby już także znaczenia, gdzie fizycznie znajduje się egzemplarz danej książki. Powstaje jednak pytanie, co jest ważniejsze - prawo autorskie czy interesy korporacji, nawet działającej w dobrej wierze?
żródło: di.com.pl

******

Polecamy również:

:: Google usprawiedliwia Google Books
:: Biały Dom wspiera e-książki
:: Google Books: wydawcy tak, autorzy nie

Kindle dla BlackBerry za darmo!

Amazon rozszerza rynek potencjalnych klientów ebooków - darmowa aplikacja dla BlackBerry pozwoli ich użytkownikom na kupowanie e-książek.

Amazon nie zamierza spoczywać na laurach związanych z rewelacyjnymi wynikami sprzedaży Kindle - czytnika e-książek. Urządzenie okazało się absolutnym hitem internetowego sklepu, przyczyniając się do bardzo dobrych wyników finansowych. Firma chce teraz wykorzystać ogromny potencjał, jaki tkwi w rynku smartfonów. Zdaje sobie bowiem sprawę, że nie wszyscy chcieliby kupować kolejne urządzenie, ale z elektronicznych książek chętnie by skorzystali.

Z myślą o użytkownikach BlackBerry wypuszczono na rynek aplikację "Kindle for BlackBerry", dzięki której wszyscy posiadacze smartfonów kanadyjskiej firmy bez kupowania czytnika zyskają dostęp do ogromnej kolekcji elektronicznych książek. Obecnie w sprzedaży znajduje się 420 tysięcy pozycji, w tym 102 ze 112 bestsellerów według New York Timesa.

Sytuacja Kindle jest bardzo podobna do koncepcji firmy Apple związanej z iPhonem oraz App Store. Sprzedaż telefonów jest niewątpliwie poważną pozycją w wynikach finansowych firmy, niemniej jednak sprzedawane do nich aplikacje także zapewniają ważne źródło przychodów, co ważne - rosnące razem z liczbą telefonów i odtwarzaczy MP3.

Usługa dostępna jest na razie tylko w Stanach Zjednoczonych. Ceny książek są takie same, jak w przypadku kupowania ich bezpośrednio dla Kindle - zazwyczaj 9,99 dolarów.

źródło: di.com.pl

******
Polecamy również:

czwartek, 18 lutego 2010

Gigantyczne przedsięwzięcie Google nielegalne?

W Nowym Jorku rozpocznie się dziś przesłuchanie w sprawie gigantycznej biblioteki elektronicznych książek, którą usiłuje utworzyć firma Google. Sąd ma zdecydować, czy plany koncernu są legalne.

Google skanuje miliony książek i chce udostępniać je w internecie. Plany przedstawione sześć lat temu spotkały się z ostrym sprzeciwem wydawców. Po długich sporach Google zgodził się zapłacić 125 milionów dolarów za stworzenie tak zwanego Rejestru Praw do Książek, dzięki któremu właściciele praw autorskich mogliby otrzymywać należne honoraria za zeskanowane pozycje.

Taka ugoda nie zadowala jednak ugrupowań konsumenckich, departamentu sprawiedliwości USA, czy takich konkurentów Google’a jak Amazon, Microsoft i Yahoo.

Dziś w Nowym Jorku swe zastrzeżenia ma zgłosić 26 zainteresowanych stron. Tymczasem Google podkreśla, że sąd “ma w rękach klucz do największej biblioteki świata”.


******

Polecamy również:

Czytniki e-książek BeBook i BeBook mini

Firma iSource poszerzyła swoją ofertę o urządzenie BeBook, czyli czytnik e-książek. Waży 220 gram, “mieści się w kieszeni“, a jest w stanie pomieścić od 1 000 do 4 000 tysięcy książek, gazet, dokumentów do pracy oraz nośników audio.

Czytnik Beebook potrafi odczytać wiele różnych formatów, takich jak pdf, doc, txt, rtf, html, djvu, chm, fb2, wolf, mp3, png, tiff, gif, jpg i bmp.

System wyświetlania za pomocą tuszu elektronicznego oferuje taki sam komfort czytania jak na papierze, na 6-calowym ekranie. Urządzenie jest oszczędne, jego czas pracy pozwoli przeczytać do 7 000 stron. Co więcej, BeBook posiada możliwość zaznaczania stron, powiększania czcionki tekstu, odczytu pionowego lub poziomego oraz wyświetlania obrazów.

Dzięki funkcji TTS (text to speach), automatycznie odczytuje treść zapisaną w formie tekstu i automatycznie przechodzi do kolejnej strony. Dzięki TTS nie trzeba rezygnować z czytania wciągającej powieści, np. podczas prowadzenia samochodu. Co ważne funkcja ta ułatwia także naukę języków obcych. Cena urządzenia to 1 199 zł.

Książki w wersji Mini

BeBook Mini to mniejszy brat BeBooka, mini dzięki mniejszemu ekranowi 5 cali jest jeszcze lżejszy, zgrabniejszy i bardziej poręczny. Dzięki możliwości konwertowania tekstu z pionu do poziomu czytanie jest również komfortowe jak w modelu 6-calowym. Tusz e-ink Vizplex do złudzenia przypomina tusz w prawdziwej książce. Jego cena to 949 zł.

Urządzenie dostępne jest u wybranych partnerów iSource. Kupując je w zestawie znajduje się również kabel USB oraz słuchawki.
źródło: pcformat.pl


******

Polecamy również:

środa, 17 lutego 2010

Kindle: w tym roku kupią go miliony ludzi?

Zbliża się czas Kindle. Według analityków, w 2010 roku ma sprzedać się ponad 3 miliony sztuk e-czytnika Amazonu.

Firma Barclays Capital oszacowuje sprzedaż Kindle w 2010 roku na 3.1 miliona sztuk. Jeżeli tak by się stało, to oznaczałoby to aż 62% wzrost rok do roku. W związku z tym Kindle miałby przynieść aż 1.6 miliarda zysków dla Amazonu – podaje serwis Moconews.net.

W tym roku jednak Kindle zyskał konkurencję w postaci iPada, tabletu firmy Apple.

Może widmo konkurencji iPada spowoduje, że Amazon obniży jeszcze cenę swojego gadżetu. Niska cena byłaby korzystna dla wszystkich – czytelnicy masowo mogliby zacząć kupować Kindle, a Amazon zarabiałby na sprzedaży e-książek dla wielu użytkowników.

Z drugiej strony iPad wcale nie musi przekonać Amazonu do obniżki ceny swojego e-czytnika, gdyż Kindle już teraz jest zdecydowanie tańszy i – co ważniejsze – wykorzystuje technologię e-papieru, której brak tabletowi Apple’a.



******

Polecamy również:

VEDIA eReader czyli 6-calowy czytnik cyfrowych książek

Wczoraj późnym wieczorem VEDIA jako spółka akcyjna NewConnect, opublikowała raport przeznaczony dla inwestorów. Choć zazwyczaj nie poruszam na DailyTECH.pl tematyki giełdowej (moja wiedza jest po prostu zbyt niska w tej materii) to dzisiaj zrobię wyjątek, gdyż informacje zawarte we wspomnianym raporcie są bardzo interesujące. Wymienia się tam kilka produktów VEDIA, które już w najbliższym czasie trafią do sprzedaży. Udało mi się zdobyć trochę bardziej szczegółowych informacji na temat wspomnianego w raporcie czytnika e-książek dlatego też, w tym wpisie mowa będzie wyłącznie o nim.

W erze elektronicznego papieru żaden szanujący się producent lub dystrybutor elektroniki użytkowej nie oprze się możliwości wprowadzenia do swojej oferty czytnika ebooków. VEDIA eReader to 6-calowy czytnik. Jest to obecnie najpopularniejszy rozmiar tego typu urządzeń.

Poniżej znajdziecie specyfikację dotyczącą czytnika:

- Ekran: 6-calowy elektroniczny papier o rozdzielczości 600×800 z 4 odcieniami szarości – PVI
- Procesor: Rockchip RK2706B ARM7EJC (260 Mhz) + DSP (200 Mhz)
- System: UC OS
- Nawigacja: Panele dotykowe + 5-kierunkowy joy
- Pamięć: 2 GB + karta SD do 32 GB
- Wspierane formaty audio: MP3, WMA, WAV, OGG, FLAC
- Dyktafon: nagrywa WAV
- Wspierane formaty graficzne: JPEG, BMP
- Wspierane formaty dokumenty: TXT, DOC, PDF, ePUB, HTML, FB2
- Rozmiar czcionki: 3 wielkości
- Akcelerometr: Tak
- Złącza: mini-USB, słuchawkowe, czytnik kart SD
- Wymiary: 160 x 116 x 10 mm
- Waga: 152 g

VEDIA jako firma znana z produkcji i dystrybucji odtwarzaczy multimedialnych, nie mogła wprowadzić do swojej oferty urządzenia bez funkcji odtwarzacza audio. Dokładna cena, ani data wprowadzenia do sprzedaży nie są jeszcze znane, ale gdy tylko jakieś informacje będą dostępne, na pewno o nich napiszę.
źródło: dailytech.pl


******
Polecamy również:

Google usprawiedliwia Google Books

Google odpiera zarzuty dotyczące projektu Google Books. Po Amazonie i amerykańskim Departament Sprawiedliwości zastrzeżenia do projektu zgłosiły także Indie.

Jakiś czas temu Amazon złożył przed nowojorskim sądem, zajmującym się sprawą Google Books, swój sprzeciw w sprawie projektu firmy z Montain View. Swój krok uzasadnił obawą o to, że Google może stać się monopolistą na rynku e-książek.

Amazon, który w razie takiego obrotu sprawy, miałby wiele do stracenia, sprzeciwił się ostatecznemu zawarciu porozumienia, które Google ma zawrzeć z Amerykańskim Stowarzyszeniem Wydawców. Miałoby ono zakończyć spór i pozwolić Google na dalsze skanowanie książek.

Potem wątpliwości największego na świecie sklepu internetowego podzielił także amerykański Departament Sprawiedliwości. Ostatnio także Indie poinformowały, że umowa jest dla nich nie do zaakceptowania. Do amerykańskiego sądu wpłynęło pismo 15 hinduskich autorów i wydawców oraz 2 tamtejszych organizacji.

Google w końcu postanowiło przedstawić własne stanowisko w tej sprawie, odrzucając wszelkie zarzuty zgodnie z którymi porozumienie między koncernem a Amerykańskim Stowarzyszeniem Wydawców nie może zostać zawarte w obecnym kształcie. Google podkreśliło, że w porozumieniu wprowadzono już zmiany, których oczekiwał rząd.

Nie została wprowadzona jedna dość istotna poprawka: autorzy książek będą musieli oficjalnie wystąpić z prośbą o usunięcie ich dzieł z Google Books. Jeżeli tego nie zrobią, to ciche założenie jest takie, że wyrazili zgodę na to, aby znalazły się w projekcie. Departament Sprawiedliwości chciał, aby Google rozpoczęło skanowanie dopiero po otrzymaniu zgody autora. Google skomentowało także postawę Amazona, mówiąc, że zarzuca jej monopol, nie zauważając własnej mocnej pozycji na rynku książek elektronicznych. Za dwa dni przesłuchanie, które rozstrzygnie losy porozumienia.

źródło: komputerswiat.pl


*******
Polecamy również:

wtorek, 16 lutego 2010

Bezplatna aktualizacja dla czytnika eClicto

Dostępny jest już upgrade, który bezpłatnie mogą pobrać użytkownicy czytnika eClicto.

Dzięki nowej aplikacji czytnik zużywa teraz mniej energii, a tym samym zwiększa się żywotność baterii. Upgrade pozwala też urządzeniu zapamiętać ostatnio czytane miejsce w e-booku, z dokładnością do akapitu i poprawia jakość odtwarzania plików muzycznych. Zwiększyła się ponadto funkcjonalność menu, które jest teraz wielopoziomowe i cykliczne.


Aplikacja jest do pobrania z zainstalowanego w komputerze użytkownika programu Manager eClicto oraz z Księgarni eClicto (znajduje się w Plikach do pobrania).


Aby poprawnie zaktualizować oprogramowanie na czytnik eClicto, należy postępować zgodnie z instrukcją aktualizacji.

źródło: blog.eclicto.pl


******
Polecamy również:

Biały Dom wspiera e-książki

Najnowszy raport ekonomiczny prezydenta USA upubliczniony został w formatach także dla czytników e-książek, co zapewne ucieszy ich posiadaczy. Boom na e-booki trwa, pytanie, jak długo.

O tym, że rynek e-booków rozwija się dynamicznie, nie trzeba nikogo przekonywać. Doskonałe wyniki sprzedaży Kindle, dominującego na rynku czytnika e -książek firmy Amazon, czy też niemożność nadążenia z produkcją Nooka, analogicznego urządzenia księgarni Barnes&Noble, świadczą o tym, że konsumenci chcą książek elektronicznych. Zupełnie inną kwestią jest jednak to, czy pozostaną im wierni. W świecie coraz bardziej zdominowanym przez technologię rosnąć może potrzeba powrotu do tego, co tradycyjne. W tym przypadku do papierowych książek.

Technologia ta zyskała jednak silne wsparcie - najnowszy raport ekonomiczny prezydenta Stanów Zjednoczonych, do tej pory publikowany jedynie w formie plików PDF, został udostępniony również w formatach dla Kindle oraz ePUB, wykorzystywanym przez Nooka i Readera firmy Sony - podaje ArsTechnica. To niewątpliwie przełom w podejściu Białego Domu. Ma to także wymiar ekologiczny - część osób zazwyczaj drukowała kilkusetstronicowe raporty, które po przeczytaniu trafiały na przemiał.

Teraz, dzięki czytnikom e-książek, może się to zmienić. Biały Dom podkreślił, że jest to część planu uczynienia administracji rządowej bardziej dostępną, jak i bardziej przyjazną środowisku naturalnemu. W polskich urzędach szczytem zaawansowania wydaje się fakt, że dokumenty w ogóle dostępne są w internecie i to w formacie PDF. Na inne przyjdzie nam jeszcze poczekać. Wydaje się, że przed administracją nad Wisłą są bardziej naglące potrzeby informatyczne.

źródło: di.com.pl


******
Polecamy również:

Energy Book 2061, 6-calowy e-book od Energy Sistem

Mało znany producent, hiszpańska firma Energy Sistem, rozszerza swoją ofertę o czytnik książek w formie elektronicznej (tzw. e-booków). Energy Book 2061 został wyposażony w ekran o przekątnej 6 cali E-ink Vizplex, wyświetlający obraz o rozdzielczości 800 x 600 punktów i 16 stopniowej skali szarości. Producent umieścił w urządzeniu procesor Samsung oparty na szeroko stosowanej w urządzeniach przenośnych architekturze ARM9. Model posiada ponadto 64 MB wewnętrznej pamięci, slot kart SD/SDHC o pojemności do 2 GB, złącze USB, wielojęzyczny interfejs i akumulator litowy pozwalający na przeczytanie do 6000 stron. Wymiary Energy Book 2061 to 178 x 129 x 10 mm, a waga – 228 gramów. Urządzenie umożliwia odczyt popularnych plików PDF i EPUB. Sprzedaż czytnika e-book wraz z 2GB kartą pamięci rozpocznie się w Europie 12 marca w cenie około 258 Euro.

źródło: frazpc.pl

******
Polecamy również:

piątek, 12 lutego 2010

Amazon rozdaje czytniki Kindle

Jak donosi serwis TechCrunch, największa księgarnia internetowa na świecie - Amazon.com - zamierza każdemu subskrybentowi usługi Amazon Prime, wysłać darmowy czytnik e-booków Kindle.

Usługa Amazon Prime polega na tym, że za roczny abonament w wysokości 79 dolarów otrzymujemy za darmo wysyłkę każdego zamówionego produktu w sklepie w ciągu 2 dni roboczych.

Osoby, które dostaną darmowy czytnik są więc w grupie najbardziej wartościowych klientów firmy, dokonujących dużo częstszych zamówień.

Oferta jest odpowiedzią na zagrożenie ze strony rosnącej konkurencji e-readerowo-tabletowej. Amazon liczy, że najwierniejsi klienci, którzy otrzymają ten oryginalny prezent, szybko zwrócą sklepowi poniesione koszty, kupując elektroniczne wydania książek i gazet.

źródło: pcformat.pl


******
Polecamy również:

czwartek, 11 lutego 2010

iBooks będzie osobnym programem

iBooks to chyba najgłośniejsza aplicja na iPada. Steve Jobs wyraźnie i kilkukrotnie podkreślał podczas prezentacji urządzenia, że może ono służyć jako czytnik książek. Tymczasem wygląda na to, że aplikacja iBooks nie będzie preinstalowana w iPadach.

Trzeba będzie ją osobno ściągnąć z AppStore. Takie rozwiązanie ma sprawić, że program będzie łatwiej aktualizować. Gdyby iBooks były w systemie każda aktualizacja programu musiałaby być powiązana z aktualizacją iPhone OS, a to już naprawdę dużo zachodu.

Analitycy zwracają jednak uwagę na minusy takiego rozwiązania. Jeśli niezorientowany użytkownik iPada poszukując programu do czytania książek elektronicznych trafi akurat na inny niż iBooks, to będzie zwiększał udział w rynku konkurencji Apple.

Wydaje mi się, że taki akurat zarzut to szukanie dziury w całym. “Osobność” aplikacji iBooks może jej wyjść chyba tylko na dobre.

źródło: palmtop.pl


******

Polecamy również:

środa, 10 lutego 2010

Google Books: kolejna przeszkoda w realizacji projektu

Tym razem na drodze do realizacji projektu Google Books stanął Departament Sprawiedliwości, który obawia się, że Google stanie się monopolistą na rynku książki.

Pięć lat temu Google zawarł z amerykańskimi pisarzami i wydawcami kontrowersyjną umowę, która pozwalałaby firmie stworzyć wielką cyfrową bibliotekę z dziełami światowej literatury. Pomysł ten najpierw oprotestowały środowiska literackie i europejscy wydawcy.

Teraz na drodze projektowi stanął amerykański Departament Sprawiedliwości. Uznał on, że warunki ugody dają Google zbyt duże przywileje, a to mogłyby dać firmie pozycję monopolisty na cyfrowym rynku książki.

Niewykluczone, że na opinię Departamentu Sprawiedliwości miały wpływ naciski największego w USA internetowego sklepu Amazon, który niedawno skierował pismo do nowojorskiego sądu zajmującego się sprawą Google Books. Przedstawiciele Amazon wyrazili swoje obawy o to, że Google zyska pozycję monopolisty.

Opinia Departamentu Sprawiedliwości to kolejny cios dla Google. Jesienią ubiegłego roku firma, pod wpływem protestów i zapytań różnych instytucji i środowisk w USA oraz Europie, wycofała się z części zapisów pierwotnej ugody, proponując nową wersję. To jednak nie pomogło.

Szczególne obawy budzi stosowana w prawie amerykańskim, a niezgodna z przepisami i tradycją europejską tzw. klauzula opt out. Oznacza to tyle, że ugoda objęłaby automatycznie wszystkich światowych autorów, których książki dostępne są na rynku amerykańskim i zostały już zeskanowane przez Google. Jedynym sposobem na wyłączenie swoich dzieł z ugody było wysłanie specjalnego formularza.

Wydawcy europejscy protestują także przeciwko opłatom za wykorzystanie tzw. książek osieroconych, czyli takich, w przypadku których trudno ustalić właścicieli praw autorskich. Chodzi tutaj o miliony tytułów. Europejscy wydawcy obawiali się też tego, że silna pozycja Google pozwoli firmie dyktować niekorzystne stawki za wykorzystanie tytułów w sieci. Sprawę ugody badał jednocześnie amerykański urząd antymonopolowy, także zgłaszając zastrzeżenia do ugody.

Wielu pisarzy i wydawców, którzy popierają pomysł stworzenia cyfrowej czytelni, sprzeciwia się temu, aby to właśnie Google się tym zajęło. Powstały alternatywne pomysły, chociażby we Francji.

Nowojorski sąd zdecydował, że wszystkie kwestie budzące wątpliwości, staną się przedmiotem publicznej debaty. Miała ona jesienią ubiegłego roku doprowadzić do wcielenia ugody w życie. Teraz zastrzeżenia Departamentu Sprawiedliwości otwierają dyskusję na nowo.

Termin następnej rozprawy w sprawie Google Books wyznaczono na 18 lutego.

źródło: kmputerswiat.pl


******

Polecamy również:

Ratings by outbrain